Kręta droga do Wimbledonu

Większość ma za sobą sześć lat treningów dzień w dzień, pierwsze sukcesy międzynarodowe, każdy marzenie, by tak jak Agnieszka Radwańska zagrać w finale Wimbledonu. W Warszawie na kortach Legii trwają mistrzostwa Polski 12-latków
To było 11 lat temu w Jeleniej Górze - letnie mistrzostwa Polski 12-latków, czyli skrzatów. W finale spotkały się dwie zawodniczki Górnika Wieliczka - Urszula i Agnieszka Radwańskie... Wygrała starsza Agnieszka. W grze podwójnej obie tenisistki nie mały sobie równych. Pierwszy wielki sukces obu zawodniczek w Polsce, w przypadku Agnieszki był to jedyny krajowy mistrzowski tytuł w letnich MP. Potem wyjechała trenować do Niemiec, kiedy zaczęła odnosić sukcesy w bardziej prestiżowych turniejach, wybrała zawodową ścieżkę. Z małej "skrzatki" wyrosła finalistka Wimbledonu.

Wynik jeszcze nieważny...

- Organizacyjnie poziom międzynarodowy - mówią o mistrzostwach na kortach Legii trenerzy. Losowanie turnieju odbyło się tak jak na wielkich turniejach, publicznie, kolejne karteczki z nazwiskami sędziowie wieszali na tablicy z drabinkami. Mistrzostwa otworzył Wojciech Fibak, najwybitniejszy polski tenisista. Są sponsorzy, pula nagród (10 tys. zł), okazałe puchary. Mali tenisiści do dyspozycji uczestnicy mają 10 kortów, lśniące nowością szatnie pod trybuną kortu centralnego. Do Warszawy zjechało ponad 120 zawodników i zawodniczek, niektórzy z zagranicy, ale z polską licencją.

- Takie mistrzostwa są niezbędne. Nawet cykl rozgrywek europejskich do lat 12 ostatnio bardzo się rozbudował. Dzieci muszą się wielu rzeczy nauczyć już w tym wieku - jak poradzić sobie ze stresem, jak oswoić się z atmosferą turniejową, jak spędzać czas między meczami, kiedy zjeść posiłek, a kiedy zacząć rozgrzewkę. Nie należy natomiast przywiązywać zbytniej wagi do wyników. Zwycięstwa nikogo nie czynią mistrzem, a porażki nie skreślają żadnego z zawodników - mówi Rafał Chrzanowski, koordynator kadry Polski 12-latków.

- Dzięki takim imprezom można zobaczyć, jak rozwija się grupa młodych ludzi. Nieważne są nazwiska, ale właśnie grupa, chodzi o to, by zorientować się, czy mamy zdolną generację w danym roczniku. Wcale to dziś w Polsce źle nie wygląda - twierdzi Wojciech Andrzejewski, szef wyszkolenia w Polskim Związku Tenisowym.

Wielu z uczestników MP skrzatów uczestniczyło już w turniejach międzynarodowych. Legionistka Ania Hertel wygrała niedawno Ouatt Kids Cup we Francji (przed laty zwyciężyła tam Karolina Woźniacka). - W czołówce przepaści między Polską a Europą nie ma. Gdy porównamy najlepszego polskiego zawodnika, zawodniczki w tej kategorii z pierwszym z dowolnego kraju na pewno różnica nie będzie duża. Nie ze wszystkimi da się wygrać, ale gwarantuję, że nasz najlepszy chłopiec nie przegra do zera. Weźmiemy drugiego, trzeciego - będzie podobnie. Ale jeśli weźmiemy 20. tenisistę z Polski i z Czech czy Francji, to będzie już duża różnica. Tam w tenisa gra duża liczba zawodników reprezentujących dobry poziom. Nawet nasza jedynka namęczy się z 20. Francuzem - twierdzi Chrzanowski.

...ale pieniądze tak

Wystarczy porównać, ilu 12-latków trenuje tenis w Polsce, a ilu w największych tenisowo krajach. We Francji i w Czechach sklasyfikowanych jest po kilka tysięcy, w Polsce dziewczynek i chłopców prawie 600. - Nie ma problemu, by znaleźć dzieci chętne uprawiać ten sport, kłopoty zaczynają się, żeby namówić ich rodziców do uprawiania wyczynowego - przyznaje Chrzanowski.

A zacząć treningi tenisowe trzeba wcześnie, w wieku pięciu, sześciu lat. - Dochodzenie do międzynarodowych wyników trwa co najmniej 12 lat. To zła wiadomość, bo wiąże się z ogromnym wysiłkiem finansowym. Kosztuje to około miliona złotych - mówi Andrzejewski.

Były mistrz Polski Lech Sidor od półtora roku pracuje z Anią Hertel, faworytką warszawskich mistrzostw. - Jeśli chce się być w Europie, trzeba mieć pół miliona na rok - podróże, hotele, treningi, odżywki, masażyści, fizjoterapeuci, korty. Do tego ciężkie treningi. To jest ten sam wymiar pracy jak Djokovicia i Nadala. Oni są dorośli, mają wydolność i siłę, ona jest mała, nie ma wydolności i siły, ale robi to samo co oni. Też daje z siebie 100 procent i też wielokrotnie schodzi z treningów na czworakach - opowiada Sidor. - Można też to zrobić niższym kosztem, przecież Agnieszka Radwańska wyjeżdżała na turnieje i nocowała w samochodzie, na polach kempingowych - dodaje jednak po chwili zastanowienia.

- To ogromny problem polskiego tenisa. Sukces zależy niemal wyłącznie od budżetu rodziców. Bogatsze federacje - francuska, hiszpańska - zapewniają młodym talentom program szkoleniowy, trenerów i ośrodki dostosowane do poszczególnych kategorii wiekowych. W Orleanie pracowałem z numerem 1 dziesięciolatków, jego lekcje indywidualne opłacała lokalna federacja, zapewniała - bardzo ważne w tenisie - seanse wideo. Po każdym treningu musiałem zdawać sprawozdanie - opowiada Cyril Kalis, francuski trener od kilku lat pracujący w Warszawie. Dwóch jego wychowanków jest sklasyfikowanych w pierwszej dziesiątce rankingu 12-latków, prowadzona przez niego drużyna zdobyła drużynowe mistrzostwo Polski.

Ale pieniądze to nie wszystko. Latem w Polsce gra w tenisa wiąże się z czystą przyjemnością, nawet teraz gdy 12-latkowie rozgrywają swoje mecze w temperaturze 35 stopni. Zimą grają i trenują pod niedogrzanymi balonami, często przy minusowej temperaturze. - Z zazdrością patrzę na Niemcy, bo pochodzę ze Szczecina. Przejedziemy kilka, kilkanaście kilometrów i w każdym miasteczku jest jakaś hala, w Czechach jest to dokładnie to samo. Brak infrastruktury odrzuca nas na boczne tory. W Polsce istnieje tylko jedna miejska hala tenisowa - w Pabianicach - opowiada Chrzanowski.

Sukces Radwańskiej zmobilizuje

Czy sukces Radwańskiej odmieni tenis na tym najniższym poziomie, od którego zaczyna się droga do Wimbledonu? - Zapełni szkoły tenisowe, a im więcej dzieci będzie w nich trenować, tym większa szansa wychować następnego mistrza - twierdzi Kalis.

- Myślę, że niewiele to zmieni, bo to dyscyplina, która wielu ludziom nie pasuje. Panuje u nas pewnego rodzaju stereotyp, że to sport dla bogatych. A ja pytam, jaki dziś sport jest dla ludzi biednych? Tenisowi nadal się nie pomaga - ani państwo, ani samorządy, tak jak to dawniej było w czasach komunistycznych. Na kort może pójść zagrać dziadek z wnuczką, ta dyscyplina daje wiele dzieciom i starszym. Mieliśmy małyszomanię, ale czy ktoś pójdzie poskakać na skocznię narciarską? - pyta Andrzejewski.

- Nie odbierajmy dzieciom entuzjazmu mimo problemów. To ważne, co zrobiła Agnieszka. Wiem, że na tych mistrzostwach większość dzieciaków po tych sukcesach wychodzi na kort i gra o te pięć, dziesięć procent lepiej, solidniej też będą trenować. Ten sukces ich zmobilizuje - zapewnia Sidor.