Londyn 2012. Rosolska marzy o medalu na ulubionym Wimbledonie

Alicja Rosolska nie ukrywa, że cieszy się z turnieju olimpijskiego na kortach Wimbledonu. Dla niej to najlepsza nawierzchnia do zdobycia medalu. Warszawianka powalczy o krążek w deblu z Klaudią Jans-Ignacik. O Pekinie już zapomniały.
Warszawa.sport.pl na Facebooku. Dołącz do nas!

Olympic Green Tennis Centre w Pekinie. Pierwsza runda gry podwójnej kobiet. Po meczu dziennikarz zaczepia Rosolską. - Czy 47 minut to nie zbyt krótko jak na udział w igrzyskach? - zagaił. - Byłam wtedy wściekła - wspomina Rosolska, która w parze z Klaudią Jans-Ignacik zadebiutowała wtedy na olimpiadzie.

Polki miały pecha. W losowaniu trafiły na amerykańską parę Liezel Hubert/Lindsay Davenport. Poległy 2:6, 1:6. - Nawet nie powalczyłyśmy. Błyskawicznie zniosły nas z kortu, ale byłyśmy jeszcze stremowane debiutem - wspomina dziś.

Przez igrzyskami w Pekinie Rosolska mogła pochwalić się już triumfem w turnieju WTA. W parze z Łotyszką Ligą Dekmeijere wygrała w Vina del Mar w lutym 2008 roku. Na taki sukces czekała sześć lat, a pierwsze kroki w deblu stawiała u boku Jans-Ignacik.

Krew w debiucie

Rosolska pierwszy raz wzięła do ręki rakietę w wieku czterech lat. Dwa lata później rozpoczęła treningi. Mama jest trenerką, ale córka wcale nie była skazana na tenis. Rosolska chodziła do klasy lekkoatletycznej. Trenerom zależało, aby na tym się skupiła, ale Alicja wybrała kort. - Trenerzy, z którymi wówczas pracowałam, gdy zobaczyli, że otrzymałam nominację na pierwsze igrzyska powiedzieli, że dobrze się stało - uśmiecha się.

W 2002 roku 17-letnia wówczas Rosolska debiutuje wśród seniorek i zapamiętuje ten moment na długo. - W trakcie meczu aż krew z nosa leciała - wspomina. W pierwszej rundzie eliminacji przegrywa z Włoszką Robertą Vinci i kończy udział w J&S Cup. Wtedy jeszcze nie spodziewa się, że za chwilę przyjdzie pierwszy sukces. Tylko w deblu. Pod koniec roku we włoskim Benevento wygrywa turniej ITF w parze z Alexią Virgili. Rok później cieszy się już z Jans-Ignacik po turniejach ITF w Gdyni i Ciampino.

W 2004 roku awansują już do finału turnieju WTA. W Sopocie przegrały z hiszpańską parą Marta Marrero i Nuria Llagostera Vives. Wtedy też podejmuje istotną decyzję. Zamierza skupić się na grze podwójnej. Efekt? Finał warszawskiego J&S Cup, w którym debiutowała w singlu raptem trzy lata wcześniej. Z Klaudią znowu musiały zaczekać na wspólny sukces.

Przerażająca statystyka

Gdy zaglądamy w osiągnięcia Jans-Ignacik i Rosolskiej, widnieje tylko jeden triumf w hiszpańskiej Marabelli. W lutym 2009 roku na kortach ziemnych pokonały wówczas utytułowane Anabel Medinę Garrigues (Rosolska w 2011 roku wygrała z nią turniej WTA w Budapeszcie) i Virginię Ruano Pascual. Pojedynczy sukces nie zakrywa jednak pasma porażek w sześciu finałach.

- To przerażające, że tak mało udało nam się wygrać - nie ukrywa Rosolska. - Za każdym razem był duży niedosyt. Nawet w przypadku dużych turniejów sam awans do finału nie dawał pełnej satysfakcji - dodaje.

Przed rozpoczęciem obecnego sezonu tenisistki postanowiły się rozstać i spróbować sił z innymi parterkami. Dodatkowo Jans-Ignacik po ubiegłorocznym US Open postanowiła zrezygnować z usług wspólnego trenera. - Znałyśmy się na wylot, a wyniki i gra stały w miejscu. Rozstanie pozwoliło na rozwój - mówi Rolska. Obie ustaliły, że w przypadku awansu na igrzyska wrócą do siebie na turnieje na trawie, aby jak najlepiej przygotować się do występu w Londynie. Niezależnie od wyniku ponownie rozstaną się po olimpiadzie.

Pierwszy krok udany

Rosolska zaczęła sezon ze Słowaczką Andreją Klepac. Podczas Australian Open dotarły do trzeciej rundy. Nienajlepiej poszło na kortach ziemnych Rolanda Garrosa, które pożegnały po pierwszym pojedynku. Ale to z Chinką Jie Zheng osiągnęła najlepszy rezultat do tej pory. W Brukseli zatrzymały się dopiero w finale.

Na Wimbledonie Polki po raz kolejny nie potrafiły doskoczyć do pułapu trzeciej rundy. Za chwilę będą miały okazję do rewanżu. Obie mają coś do udowodnienia. Na udany występ liczy Rosolska, która lubi grę na trawie. - To najlepsza nawierzchnia, żeby zdobyć medal - mówi. Krążek olimpijski to największe marzenie Rosolskiej, która chciałaby kiedyś wygrać Wimbledon.

Rosolska nigdy nie żałowała, że postawiła na debla. Martwi ją lekceważący stosunek do gry podwójnej. - Singliści są szanowani, a deblistów traktuje się słabo - nie ukrywa. - Cały czas walczymy o szacunek. Gra podwójna jest widowiskowa, ale nie wszyscy mogą się o tym przekonać. Słyszymy narzekania kibiców na telewizje, które nie pokazują naszych zmagań. Dlatego sponsorów brakuje, a my zarabiamy mniej -dodaje.

Przez chwilę igrzyska niebezpiecznie oddalały się, ale udało się zdobyć olimpijskie paszporty. Dla Jans-Ignacik druga z rzędu nominacja to duży sukces. Dla Rosolskiej to pierwszy krok. Jaki jest drugi? - Medal olimpijski - mówi. - Jeśli będziemy miały medal to dopiero powiem o dużym sukcesie - kończy.

Kto ma rację w wymianie zadań między Włoszczowską i Szurkowskim?
Włoszczowska
Szurkowski
Ile medali zdobędzie Polska?
Londyn 2012 czy Euro 2012?
igrzyska
piłka