Londyn 2012. Alicja Rosolska: Korty trawiaste? To najlepsza nawierzchnia, żeby zdobyć medal

- Nie byłyśmy faworytkami w starciu z amerykańską parą Liezel Hubert/Lindsay Davenport, która okazała się zbyt silna. Nawet nie powalczyłyśmy. Błyskawicznie zniosły nas z kortu. Miałyśmy jeszcze tremę spowodowaną pierwszym występem na Igrzyskach. Teraz mamy więcej doświadczenia - wspomina debiut na igrzyskach w Pekinie warszawianka Alicja Rosolska, która za kilka dni rozpocznie rywalizację podczas olimpiady w Londynie.
Rosolska podobnie jak cztery lata temu wystąpi w turnieju gry podwójnej kobiet. Jej partnerką będzie Klaudia Jans-Ignacik.

Krzysztof Zaborowski: Co pani pomyślała, gdy okazało się, że igrzyska odbędą się właśnie na trawiastych kortach Wimbledonu?

Alicja Rosolska: Że bardzo chciałabym na nich zagrać, bo lubię korty trawiaste. Dobrze mi się na nich gra. Stwierdziłam, że to najlepsza nawierzchnia, żeby zdobyć medal olimpijski.

Czyli to będzie pani atut?

- Tak. Chociaż wiele dziewczyn nie lubi grać na trawie. W Polsce nie mamy wielu kortów z taką nawierzchnią, dlatego nie mamy gdzie się ogrywać. W sezonie rozgrywane są raptem trzy turnieje w całym sezonie. Ciężko o zdobywanie doświadczenia. Atutem są woleje, które lubię grać. Na trawie są trudniejsze do odbioru.

Klaudia Jans-Ignacik grę na trawie traktuje także jako przywilej?

- Z roku na rok jest coraz lepiej. Na początku nie lubiła tej nawierzchni i ciężko było jej się przestawić. Teraz jest już pozytywnie nastawiona.

Dotąd największym pani osiągnięciem była druga runda Wimbledonu.

- Na Wielkich Szlemach póki co najwyżej byłyśmy w trzeciej rundzie podczas zeszłorocznego US Open. W tym roku rozegrałam trzy spotkania w Australian Open w parze z Andreją Klepac. Z Klaudią mamy syndrom drugiej rundy. Wtedy piekielnie ciężko jest nam wygrać kolejny mecz. Przegrywamy z przeciwniczkami, z którymi powinniśmy wygrać. W zeszłym roku i w tym potrafiłyśmy wygrać w pierwszej rundzie z przeciwniczkami teoretycznie mocniejszymi, ale drugie spotkanie było już nieudane. Liczę, że na igrzyskach uda się przełamać fatum.

Atmosfera i specyfika turnieju olimpijskiego jest porównywalna do rywalizacji w Wielkim Szlemie?

- Jest inna. Na olimpiadzie grają pary tej samej narodowości, dlatego ciężko jest porównać poziom. Wcześniej przegrywałyśmy z deblami mieszanymi. Nie wszystkie dziewczyny ze względu na limit mogą wystąpić. Jest mniej Rosjanek lub Czeszek, które zawsze są faworytkami. Przez to poziom turnieju jest niższy biorąc pod uwagę sam ranking. Na pewno faworytkami będą siostry Williams. Sportowcy, szczególnie faworyci, odczuwają ogromną presję ze względu na oczekiwania kibiców w kraju. Dlatego często medale zdobywają zawodnicy, którzy z reguły nie wygrywali w Wielkim Szlemie.

Od początku sezonu występowała pani w parze ze Słowenką Andreją Klepac. Wystartowałyście razem w deblu podczas Australian Open i Roland Garros. Skąd pomysł na zmianę?

- Wcześniej miałyśmy już z Klaudią przesyt sobą. Denerwowało nas nasze towarzystwo. Znałyśmy się na wylot, a wyniki i gra stały w miejscu. Przed olimpiadą w Pekinie postanowiłyśmy również się rozstać. Poszukać nowego doświadczenia, nowych emocji z innymi partnerkami. To pozwoliło na rozwój. Po ostatnim US Open Klaudia zrezygnowała z naszego wspólnego trenera. Nie chciała z nim już współpracować. Ja byłam innego zdania i chciałam kontynuować współpracę. Ostatecznie zostałam. Ustaliłyśmy, że w takim układzie rozstaniemy się, ale sezon na trawie zagramy razem. W przypadku awansu na Iigrzyska chodziło przede wszystkim o zagranie.

Jednak to z Chinką Jie Zheng zagrała pani w tym roku w finale turnieju WTA w Brukseli. Ostatecznie nie udało się sięgnąć po czwarte zwycięstwo w karierze.

- Miałam szczęście, że udało mi się z nią zagrać w parze. Jie Zheng jest bardzo dobą deblistką. Dopiero po przyjeździe udało mi się znaleźć partnerkę. Wcześniej Klepac w Rzymie nie popisała się formą i była załamana. Postanowiła, że nie wystąpi w Belgii i w domu przez tydzień będzie trenowała, żeby być w lepszej dyspozycji na French Open.

Wraca pani jeszcze pamięcią do występu w Pekinie. W debiucie bardzo szybko pożegnałyście się z turniejem.

- Nie byłyśmy faworytkami w starciu z amerykańską parą Liezel Hubert/Lindsay Davenport, która okazała się zbyt silna. Nawet nie powalczyłyśmy. Błyskawicznie zniosły nas z kortu. Miałyśmy jeszcze tremę spowodowaną pierwszym występem na igrzyskach. Teraz mamy więcej doświadczenia.

Zdaniem Klaudii Jans-Ignacik zdobycie olimpijskiego paszportu dwa razy z rzędu to duży sukces. Pani też tak uważa?

- To na pewno sukces, bo taki był cel. Po Pekinie chciałyśmy wystartować w kolejnej olimpiadzie. Czułyśmy duży niedosyt. Ostatni rok nie układał się po naszej myśli. Wyniki nie były rewelacyjne, dlatego ciężko było uzyskać wymagane minimum. Ostatecznie udało się. To dopiero pierwszy krok, ale czy duży sukces? Ja tego jeszcze nie czuję. Jeśli będziemy miały medal to dopiero będzie to duży sukces.

Zazdrości pani koleżance, która w tym sezonie zagrała w finale miksta podczas Rolanda Garrosa?

- Nie zazdroszczę. Mogę tylko pogratulować. Cieszę się, że dotarła do finału. Wolę, żeby to Polski wygrywały, a nie zagraniczne dziewczyny. Szkoda tylko, że nie udało się wygrać.

Kto ma rację w wymianie zadań między Włoszczowską i Szurkowskim?
Włoszczowska
Szurkowski
Ile medali zdobędzie Polska?
Londyn 2012 czy Euro 2012?
igrzyska
piłka